[ Pobierz całość w formacie PDF ]

FRANCES RODING Człowiek skamieniały

ROZDZIAŁ PIERWSZY

- Nie ma więc żadnych pieniędzy? Ni ma pieniędzy, nie ma domu, nie ma nic?

Niedbały ton jej przybranej siostry stał się ledwo uchwytnie twardszy. Sara podniosła wzrok i drgnęła widząc, że w błękitnych oczach Cressy pojawiła się podobna twardość.

Dla niej to większe zaskoczenie, stwierdziła Sara z przykrością. Ona sama była na to bardziej przygotowana. Tatuś zasygnalizował jej już parę tygodni temu, jak napięta jest ich sytuacja finansowa.

Tatuś był swego czasu modnym i wziętym malarzem, ale nie miał złudzeń co do prawdziwej wartości swego talentu. W latach, gdy za obrazy płacono mu znaczne sumy, wydawał pieniądze lekką ręką. Ale te czasy dawno minęły i teraz okazało się, że nawet dom nie był jego własnością .dzierżawił go tylko.

Wraz z jego śmiercią dzierżawa wygasała, co znaczyło... Tak, znaczyło, że z końcem miesiąca wszyscy troje zostaną bezdomni, stwierdziła Sara niewesoło.

Gdyby chodziło tylko o nią samą, jakoś by sobie poradziła. Wprawdzie zajmowała się głównie domem i gospodarstwem .jednakże prowadziła tatusiowi również korespondencję i rachunki. Skończyła kiedyś kurs sekretarski i przy niewielkim doszkoleniu mogłaby zarobić na życie. Ale na tym sprawy się nie kończyły.

— Co masz zamiar zrobić z Tomem? — zapytała ją twardo Cressy. — Ja się nim nie mogę zajmować, w tej szkole też nie może zostać. Nie będzie teraz pieniędzy na prywatne szkoły.

Tom, jej ośmioletni braciszek przyrodni z małżeństwa jej tatusia z matką Cressy. Tom ze swoim delikatnym zdrowiem i swoimi atakami astmy. Tom, który — wiedziała to od momentu, gdy nadeszła pierwsza wiadomość o wypadku — pozostanie na jej opiece. Nie było co się łudzić, że Cressy się zmieni. Cressy będzie zawsze tą samą Cressy.

Sara popatrzyła przez szerokość kuchni na swoją piękną przybraną siostrę i westchnęła,

— Nigdy nie mogłam pojąć, dlaczego mamusia wyszła za twego ojca — użaliła się Cressy. — Była taka ładna. Mogła wyjść za kogo by tylko chciała.

Za kogo by tylko chciała, to znaczy za bogatego mężczyznę. Sara powstrzymała się od uwagi, że kiedy się pobierali, tatuś był stosunkowo bogaty. Zamiast lego zauważała cichym głosem.

— Kochali się, Cressy.

— A tam, kochali się! — Cressy odrzuciła w tył głowę, tak że połyskliwe promienie światła zaigrały na jej starannie rozjaśnionych włosach. — Kogo obchodzi miłość? Kiedy ja będę wychodziła za mąż, to na pewno za bogatego mężczyznę. Tomem musisz się oczywiście zaopiekować ty.

Sara nie zareagowała na jej bezceremonialność, na nie znoszącą sprzeciwu determinację w glosie. Zbyt dobrze znała Cressy. Ludzie się tak łatwo nabierają na jej landrynkowo słodką urodę, pomyślała z żalem. Widzą tylko jej złotoblond włosy i błękitne oczy, delikatny kościec i uwodzicielskie kształty — i dalej nie patrzą.

Nie żeby była zazdrosna. No, przynajmniej nie za bardzo, musiała niechętnie przyznać, nie mogła bowiem zaprzeczyć, że przyjemnie by jej było mieć doskonałe kobiecą urodę Cressy. Wiedziała, że w porównaniu z nią ma wygląd dosyć pospolity. Niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu. Włosy wprawdzie połyskliwego odcienia kasztanów, gdy padną promienie słońca, kiedy indziej jednak matowo brązowe. Równie jak słońce zmienne oczy, odbicie jej kameleonowej osobowości, w jednej chwili zielone, w następnej piwne.

Była cichą, raczej nieśmiałą dziewczyną, przywykłą do usuwania się w cień, trzymania z tylu za znacznie pewniejszą siebie przybraną siostrą, mimo że ta była od niej o dwa lata

Ojciec Cressy był aktorem i Cressy postanowiła pójść w jego ślady. Ukończyła niedawno szkołę teatralną i właśnie została obsadzona w jakiejś dość podrzędnej rólce w sztuce idącej na West Endzie.

Poszli ją wszyscy obejrzeć, nie wyłączając Toma, który miał akurat wakacje ze szkoły w Berkshire, gdzie mieszkał w internacie. I Cressy okazała się bardzo dobra. Tatuś był z niej dumny, przypomniała sobie Sara ze skurczem żalu w sercu.

Zdarzały się chwile, gdy wydawało jej się, że tatuś by wolał, by jego córką zamiast niej była Cressy. Wszyscy twierdzili, że ona wdała się w matkę, lecz Sara nie miała możności sprawdzenia tego, gdyż Lucy Rodney umarła przy jej urodzeniu.

Z Laurą, matką Cressy, żyła względnie dobrze. Tatuś z Laurą stanowili dobraną parę, obydwoje lubili luksusowy i dosyć gorączkowy styl życia, narzucany przez Jamesa Rodneya.

Ten właśnie styl życia stanowił jeden z powodów, że nie było teraz pieniędzy. Tatusiowi wydawało się widać, że jest nieśmiertelny, pomyślała Sara z goryczą. W każdym razie nie przyszło mu do głowy zabezpieczyć rodziny na wypadek takiej tragedii, jaka na nich spadła.

O lawinie, która zasypała całą wioskę w Alpach, przeczytała w porannej gazecie. Dopiero w porze lunchu dowiedziała się, że wśród zasypanych znajdują się tatuś i Laura.

Pozostała ich teraz trójka, dziwna, niezgrana rodzina, składająca się z dwóch młodych kobiet i dorastającego chłopca. Z tym, że Cressy już zapowiedziała, iż się z tej rodziny usuwa. Pozostaje ich więc dwoje. Tom i ona.

Sara miała ochotę zaprotestować, przypomnieć siostrze, że troska o Toma spada na nie obie, lecz przypomniawszy sobie napiętą, bladą buzię chłopca i popłoch, w jaki go wprawia bliskość często cierpkiej Cressy, powiedziała tylko cichym głosem:

- Może tak będzie najlepiej.

Musiała się odwrócić, żeby nie widzieć wyrazu ulgi i zadowolenia, jakie odmalowały się w oczach Cressy.

- Cóż, to będzie najrozsądniejsze rozwiązanie, moja droga. W końcu opiekowanie się dość chorowitym małym chłopcem nie jest bynajmniej w moim stylu. Poza tym rysuje mi się szansa otrzymania roli w amerykańskim serialu telewizyjnym. 1 tak bym nie mogła zabrać Toma ze sobą do Kalifornii. Z tą jego astmą.

Sara wstrzymała się od uwagi, że gorący, suchy klimat kalifornijski okazałby się prawdopodobnie zbawienny dla ich przyrodniego brata. Głowę zaprzątały jej problemy znacznie poważniejsze od egoizmu Cressy. Przede wszystkim pytanie, gdzie na miłość Boską, będą mieszkali. Po utracie domu, to, co ona zdoła zarobić, nie zapewni godziwego lokum młodej kobiecie z ośmioletnim chłopcem.

— Moja droga, ja już muszę pędzić. Jestem wieczorem umówiona...

— Ależ, Cressy — zaprotestowała Sara. — Nie omówiłyśmy jeszcze sprawy mieszkania. Musimy opuścić dom przed końcem miesiąca.

— O, nic ci nie mówiłam? Jenneth ma w swoim mieszkaniu wolny pokój, który mi proponuje. — W błękitnych oczach Cressy pojawił się znów ten sam twardy wyraz. — Słuchaj, Saro bądźże raz w życiu praktyczna. Czemu się nie zwrócisz się do rodziny swojej maiki?

— Do rodziny mamusi?—powtórzyła Sara niemądrze. — Ależ…

— Moja droga, zastanów się chwilę. Twoja matka pochodziła z bogatej rodziny w Cheshire. Wszyscy to dobrze wiemy. Prawda, że rodzice się jej wyrzekli, kiedy uciekła z domu, żeby wyjść za tatusia. Ale to było wieki temu. Jeśli się teraz zjawisz pod ich drzwiami, bez środków do życia, prowadząc za rękę małego chłopca, będą cię musieli przyjąć.

— Cressy!

Sara była wstrząśnięta i nie próbowała tego ukryć. Propozycja siostry wprawiła ją w osłupienie. Gładki sposób, w jaki Cressy rzuciła swoją sugestię, świadczył, że nie przyszło jej to nagle do głowy. Sara sama nie wpadłaby nigdy na pomysł zwrócenia się do rodziny mamy. Nie wiedziałaby nawet, gdzie jej szukać. Wprawdzie opowieść o potajemnym małżeństwie rodziców słyszała wiele razy, ale traktowała ją jak historię z tysiąca i jednej nocy.

— Cressy, skąd możemy wiedzieć, czy jej rodzina jest bogata. Tatuś...

— Była i jest bogata — przerwała jej Cressy nieustępliwie. —Sprawdziłam to.—Zignorowała głośny wdech wstrząśniętej Sary. — Myślałam o tym od pogrzebu. To jest idealne rozwiązanie. Nie możesz pozostać w Londynie. Z czego będziesz żyła, nie wspominając już o Tomie.

— Ukończyłam kurs dla sekretarek...

— Też coś! — Cressy zbyła machnięciem ręki zdławione słowa siostry.—Tym nie zarobisz na utrzymanie dwóch osób. Spójrz prawdzie w oczy, moja droga. Rodzice traktowali się jak popychadło. Prowadziłaś im dom, tatusiowi korespondencje, i to wszystko. To nie są wystarczające kwalifikacje, żeby dostać przyzwoitą pracę. Tak jest, kochana, nie masz wyboru. Nie pozostaje ci nic innego, jak się zwrócić do rodziny swojej mamy. Wiesz, gotowa jestem was do nich zawieźć — zaofiarowała się wielkodusznie.

— Zawieźć? Ależ, Cressy, jeśli w ogóle zdecyduję się z nimi skontaktować, list byłby bardziej...

— Nie bądź śmieszna, nie ma czasu na korespondencję. Musisz mieć gdzie mieszkać. No, i Tom także — podkreśliła Cressy.

Tom... Sarę przeszyło ukłucie lęku. Tom robi często wrażenie takiego kruchego delikatnego dziecka. Zobaczyła go uwięzionego w ciasnej londyńskiej kawalerce — i poczuła suchość w gardle.

Ale sugestia Cressy jest taka... taka zimna i wyrachowana, pomyślała nieszczęśliwa. Od dnia ślubu tatuś nie kontaktował się ani razu z rodziną swojej pierwszej żony. Oni ze swojej strony nawet po śmierci córki nie wykazali najmniejszego zainteresowania wnuczką.

— Zrozum — podjęła Cressy — nie masz nic do stracenia. Zresztą, jakie widzisz inne rozwiązanie?

— Mogą mnie wcale nie przyjąć — powiedziała Sara sztywnymi wargami.

Nie zauważyła zimnego, wrogiego spojrzenia, jakie jej posłała przybrana siostra.

— Musimy to tak rozegrać, żeby cię przyjęli. Odbierzemy Toma w poniedziałek ze szkoły i zawiozę was prosto tam. Aha, mam zamiar zatrzymać samochód—dorzuciła od niechcenia, przywłaszczają sobie jedyną wartościową rzecz, jaka im pozostała. — Tobie nie będzie potrzebny.

Sara już otwierała usta, żeby zaprotestować, ale się wstrzymała. Czuła się zbyt zmęczona, zbyt wyczerpana uczuciowo, by się wdawać w kłótnię z Cressy. Zresztą siostra miała w zasadzie rację.

Tyle, że samochód można by sprzedać, a uzyskane pieniądze… W tej chwili narzućmy się jednak ważniejsze problemy, przeszła więc do nich.

— Cressy, wracając do rodziny mojej mamy... Skąd ty tyle o nich wiesz?

W tonie jej głosu odbiła się cala wrogość i dystans wolące propozycji Cressy, która to jednak zignorowała.

— Cóż, któraś z nas musiała coś przedsięwziąć. Prawdę mówiąc, tatuś mi o nich opowiadał. Podobno mu zaproponowali, że cię wezmą do siebie, kiedy się ożenił z moją mamą. Ale byłaś taką małą przylepą... Wiedział, że nie chciałabyś tam jechać.

Jak opisać takie uczucie, pomyślała niejasno Sara, próbując się otrząsnąć z wrażenia jakie na niej zrobiło odkrycie siostry. Poczuła się zdradzona, oszukana. Nie przypuszczała nigdy, że tatuś miał jakiekolwiek kontakty z rodziną mamusi, że tamci się do niego zwracali. Dawał jej zawsze do zrozumienia, że dziadkowie nie chcą o niej w ogóle słyszeć.

— Bóg raczy wiedzieć, dlaczego cię do nich nie wysłał — powiedziała beztrosko Cressy. — Myślę, że mama byłaby zadowolona, gdyby się mogła pozbyć z domu także mnie. Szczerze mówiąc, wyszłoby ci to pewnie na zdrowie, gdyby cię do nich wysiał, Saro — dorzuciła cynicznie. — Są bardzo zamożni. Przypuszczam, że tatuś zawsze kryl w jakimś zakamarku głowy myśl, że może się do nich zwrócić, jeśli sytuacja zrobi się naprawdę krytyczna.

Sara chciała zaprotestować, ale nie miała siły. Otrzymała ostatnio tyle miażdżących ciosów i jakoś je zniosła, czemu więc ten stosunkowo lekki tak ją dotknął? Zdawała sobie od dawna sprawę, że uczucia ojca do niej są w najlepszym razie letnie. Jeżeli naprawdę kochał któreś z nich, to jedną Cressy. Cressy, która go doprowadzała do śmiechu, która go kokietowała i droczyła się z nim. Cressy była tą tryskającą życiem córką, jaką by pragnął mieć.

— Nie wymagało specjalnego trudu przekonanie starego Hobbsa, żeby przeprowadził dyskretny wywiad — podjęła Cressy.

Sara spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami.

— Zwróciłaś się z tym do adwokata tatusia?

— A czemuż by nie! — spytała Cressy niedbale, ignorując konsternacje siostry. — Och. skończże z tym! — rzuciła, nagle jawnie zniecierpliwiona. — Zastanów się, Saro! Czy widzisz jakieś inne możliwości? Zawsze twierdziłaś, że tak strasznie kochasz Toma. A teraz chcesz go pozbawić jedynej szansy na względnie przyzwoitą egzystencję? Przymieranie głodem w szlachetnej nędzy to dobre w teorii, ale nie w praktyce...

Sara zdawała sobie sprawę, że Cressy ma słuszność, lecz wrodzona duma nie pozwalała jej dopuścić myśli, że miałaby się zdać na łaskę i niełaskę rodziny, która tak okrutnie odepchnęła jej matkę. A co do propozycji Cressy, żeby obrazowo mówiąc, zjawić się ni z tego, ni z owego na progu ich domu, z Tomem za rękę...

—Nie jesteś ciekawa, czego się dowiedział nasz Hobbsio?

Cressy umiała ją zawsze dręczyć, zupełnie jakby wiedziała o tych samotnych nocach, kiedy jako dziewczynka leżała nie mogąc zasnąć, wyobrażając sobie, jakby to było mieć prawdziwą matkę, prawdziwą rodzinę. Tak było, zanim tatuś ożenił się z Laurą. Ale Sara czulą w głębi duszy, że chociaż Laura starała się być dla niej zawsze dobra, nigdy nie zdołała wypełnić choćby w części pustego miejsca w jej sercu.

Wstrząs stanowiło dla niej odkrycie, że dziadkowie chcieli w rzeczywistości zabrać ją do siebie, a jeszcze większy wstrząs odkrycie, że tatuś zataił przed nią tę wiadomość. Dlaczego to zrobił? Nieżyczliwa mu pamięć podsunęła jej teraz przypomnienie, że ilekroć wspominała o opuszczeniu domu, by podjąć naukę jakiegoś zawodu, tatuś zaczynał mówić o tych wszystkich drobnych, lecz jakże istotnych jej poczynaniach, dzięki którym życie rodzinne może się gładko toczyć. O wypełnianych przez nią licznych obowiązkach, których nie sposób było oczekiwać od jakiejkolwiek jednej opłacanej osoby. Zaraziłam się cynizmem od Cressy, pomyślała ze zgrozą. Tatuś przecież ją kochał po swojemu, ale Cressy będąc sobą nie pomnie żadnej okazji, żeby ją dręczyć. Zawsze taka była. Czuta i kochająca w jednej chwili, drapiąca i prychająca mściwie w drugiej. Sara nie potrafiła dociec, co nią kieruje. Tak bardzo się różniły.

Tatuś nazywał Sarę czasami swoją sierotką Marysią. Przeszedł ją teraz dreszcz w chłodzie nie opalanej kuchni, na przypomnienie, że słowa te nie zawsze były wypowiadane życzliwie.

Problem polegał na tym, że przez całe życie była zbyt przyziemna, zbyt prozaiczna dla swego fantyzyjnego ojca.

— Saro, ty mnie wcale nie słuchasz — upomniała ją Cressy, wyrywając ją z melancholijnych rozmyślań. — Chcę ci opowiedzieć o twojej rodzinie. Mieszkają w Cheshire. Tatuś poznał twoją mamusię będąc w Chester. Hobbsiowi nie udało się dowiedzie zbyt wiele o ich majątku, poza tym, że jest w rękach rodziny od ponad trzystu lat. — Cressy się skrzywiła. — Wyobrażasz sobie? Nic dziwnego, że twoja matka uciekła z domu. Twoja babka jeszcze żyje, ale dziadek umarł cztery lata temu. Hobbsio mówi, że twoja ciotka z wujem wynieśli się do Sydney i siostra cioteczna Luiza, wyszła za Australijczyka. Zginęła tam razem z twoim wujem w wypadku samochodowym.

Sara opadła na jedno z krzeseł kuchennych. Mózg miała jak odrętwiały, niezdolny przyjąć tak nagle tylu zaskakujących wiadomości. Więc ma rodzinę! Przez tyle lat rozpaczliwie pragnęła się dowiedzieć czegoś o mamusi i o dziadkach, a teraz, gdy się nieoczekiwanie dowiaduje, ma tę dziwną pustkę w g ł o w i e .

— Oto i cala rodzina, której musisz stawić czoło, Saro. Jedna stara kobieta.

Sara zrobiła głęboki wdech, przełknęła ślinę.

— Cressy, wiem, że mi dobrze życzysz, ale ja po prostu nie mogę im... jej się tak zwalić na głowę. Musisz to zrozumieć! — zaapelowała rozpaczliwie do siostry.

W oczach młodszej z dziewcząt pojawił się bezwzględny wyraz wyrachowania.

— Co wobec tego zamierzasz zrobić? Czekać tutaj, aż cię eksmitują? Wyobrażasz sobie, jakie to zrobi wrażenie na Tomie? Co do mnie, Saro, to wyjeżdżam pod koniec miesiąca do Stanów i nic mnie od tego nie powstrzyma.

Czemuż, u Boga, ta zapowiedź Cressy zabrzmiała jak groźba, nie jak prosta informacja, zastanowiła się przybita Sara. starając się nie pokazać po sobie wstrząsu odkryciem, jak szybko Cressy potrafiła się zakręcić koło swoich interesów.

—Nie potrafię zebrać myśli — zaprotestowała. — Przecież, ja nie mogę tak ni z tego, ni z owego tam się zwalić, Cressy. Spróbują do nich przedtem napisać.

Nie patrząc wiedziała, że Cressy jest na nią wściekła. Co zrobić, żeby młodsza siostra zrozumiała, że ona ma jeszcze swoją dumę, że nie może się tak wprosić na utrzymanie do babci?

Mimo to w parę godzin potem, jak Cressy wypadła z domu wykrzykując, że siostra jest zbrodniczo samolubna i uparta, Sara znalazła się w pełnym książek gabinecie tatusia, przed półką z jego encyklopediami i mapami. Niemal bezwiednie wybrała potrzebny tom. Zdjęła go z półki i przerzucała strony, dopóki nie odnalazła Chester.

Zaczęła czytać starając się nie poddawać dreszczykowi emocji, który ją z wolna ogarniał. Od tak dawna nie odczuwała nic prócz zmęczenia i rezygnacji, że dopiero po ładnych paru minutach rozpoznała to nowe uczucie jako rodzącą się nadzieję.

Wpatrywała się w mapę hrabstwa, zastanawiając się, w której jego części może mieszkać jej rodzina. Wrodzona powściągliwość i poszanowanie dla uczuć innych powstrzymywały ją w dzieciństwie od wypytywania tatusia o rodziców jego zmarłej żony. Wydawało jej się rzeczą oczywistą, że mówienie o mamusi sprawia mu ból, a zatem wspominanie jej rodziców byłoby dla niego podwójnie bolesne. A teraz się okazuje, że bez żadnego skrępowania rozmawiał o nich z Cressy.

Ale jaki sens ma litowanie się teraz nad sobą, że została oszukana, pozbawiona czegoś bardzo cennego.

Jej rodzina mieszka od trzystu lat w jednym i tym samym domu, twierdzi adwokat tatusia. Ale co to za dom? Znowu len dreszczyk emocji, tym razem połączony z szybszym biciem serca, od którego zaróżowiły się jej blade policzki.

Napięcie ostatnich tygodni pozbawiło ją sporej części już przedtem niedostatecznej wagi. W przeciwieństwie do Crossy nie dbała nigdy o szykowny wygląd i teraz ubranie niemal wisiało na jej zbyt szczupłym ciele.

Nawet jej włosy, jedynie, co mogło w jej wyglądzie pretendować do piękna, zwykle jedwabiste i połyskliwe, zrobiły się teraz matowe i martwe.

Czy jeśliby rzeczywiście napisała do babci, ta by ją zaprosiła w odwiedziny? Jej podniecenie rosło. Poczuła się znowu jak dziewczynka w obliczu szczególnie obiecującej przygody. Oczy jej zabłysły i w miarę jak nadzieja brała górę nad rezygnacją, zaczęła z niej opadać aura zaniedbania.

W żadnym razie nie może zrobić tego, co sugeruje Cressy, narzucając się w bezpardonowy sposób, ale list wyjaśniający, co się da wyjaśnić bez uwłaczania tatusiowi...

Zaczęło w niej kiełkować drobne ziarenko i po raz pierwszy od paru tygodni spala tej nocy głęboki...

[ Pobierz całość w formacie PDF ]