[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Znakomita powieć historyczna autora pięćdziesięciu wiatowych bestsellerówDramatyczny epizod z dziejów młodej AmerykiBernard CornwellFort nad zatokšBellona 2012skan Krzysztof TykwińskiTytuł oryginalny The FortTHE FORT Š 2010 by Bernard Cornwell. Ali rights reserved. Copyright Š for the Polish edition and translation by Bellona SAWarszawa 2012Zapraszamy na strony www.bellona.pl,www.ksiegarnia.bellona.pldedykuję, z wyrazami wielkiego podziwu, pułkownikowi (w stanie spoczynku)Johnowi Wessmillerowi, który wiedziałby, co należy zrobić.Uwagi na temat nazw własnych i zwrotówW roku 1779 nie istniał jeszcze stan Maine; terytoria te stanowiły podówczas wschodniš częć prowincji Massachusetts. Nazwy zmieniły w trakcie lat także niektóre miejscowoci. Majabigwaduce to obecnie Castine, Townsend to Bucks Har-bor, a Falmouth przemianowano na Portland. Plantacja Bucka (właciwie Plantacja Numer Jeden) to teraz Bucksport, Orphan Island to Verona Island, Wasaumkeag Point to Cape Jellison, a Cross Island dzi zwie się Nautilus Island.W ksišżce często padajš słowa: okręty", slupy", brygi" i szkunery". Wszystkie one, rzecz jasna, sš nazwami okrętów wojennych, choć termin okręt" odnosił się niegdy do dużych, trzymasztowych, wyposażonych w prostokštne żagle jednostek - na przykład fregat (USS Constitution"), czy okrętów liniowych (HMS Victory"). Dzi slup to jednomasztowa żaglówka, lecz w roku 1779 słowo to okrelało trzymasztowe jednostki, zazwyczaj mniejsze od okrętów, wyróżniajšce się płaskim pokładem (a tym samym brakiem wyodrębnionego, wyższego pokładu rufowego). Slupy, podobnie jak okręty, wy-posażone były w prostokštne żagle (rozwijane na przypominajšcych kształtem krzyże rejach). Bryg, zwany też brygantynš, podobnie wyposażony był w prostokštne maszty, lecz w przeciwieństwie do okrętów miał tylko dwa maszty. Szkuner także miał dwa maszty, lecz wyposażony był w bramsle, a nie żagle prostokštne. Rzecz jasna, w ówczesnych marynarkach służyło wiele jednostek mieszanych, łšczšcych wymienione tu cechy -jak chociażby brygi-slupy - lecz w zatoce Penobscot w roku 1779 kotwiczyły i walczyły tylko okręty, slupy, brygi i szkune-ry. Z wyjštkiem Felicity" wszystkie nazwy statków i okrętów zaczerpnięte zostały ze ródeł historycznych.Większoć postaci opisanych w ksišżce istniała naprawdę. Fikcyjne sšjedynie te, których nazwiska zaczynajš się na literę F" (z wyjštkiem kapitana Thomasa Farnhama) oraz nazwiska brytyjskich szeregowców i podoficerów (z wyjštkiem sierżanta Lawrence'a).Fragment listu rady stanu Massachusetts do generała brygadiera Solomona Lovella z 2 lipca 1779 roku:Działania swoje będzie pan uzgadniał z dowódcš floty, by okręty marynarki razem z wojskami lšdowymi pod twymi rozkazami wspólnie pojmały, zabiły bšd zniszczyły wojska nieprzyjacielskie tak na morzu, jak i na lšdzie. A że mamy powody, by twierdzić, iż częć mieszkańców Majorbagaduce sama poprosiła nieprzyjaciela o przybycie i wskazała mu do zajęcia dogodne pozycje, napominamy, by szczególnš uwagę im powięcił i nie pozwolił się wymknšć, a raczej schwytał, by odpowiedzieli za swe niecne uczynki [...]. Polecamy cię opiece Najwyższej Istoty, szczerze modlšc się do niej, by zachowała pana i wojska panu podległe w zdrowiu i bezpieczeństwie i by pozwoliła panu wrócić w koronie splecionej z wiktorii i laurów.Fragment postscriptum do dziennika doktora Johna Calefa z 1780 roku dotyczšcego MajabigwaduceDo tego to nowego kraju lojalici udali się wraz z rodzinami [...], by znaleć wytchnienie od tyranii Kongresu i jego podatków [...] i tam też żyli w nadziei i oczekiwaniu na rychły powrót wolnoci i przywilejów, które dawała im i zapewniała [...] brytyjska konstytucja.List kapitana Marynarki Królewskiej, Henry'ego Mowata, do Jo nathana Bucka, napisany na pokładzie HMS Albany", na rzece Pe nobscot, 15 czerwca 1779 roku:Sir, doszło do mojej wiadomoci, że stoi pan na czele regimentu prawowitych, choć zagubionych poddanych Króla, chronišc tej rzeki i przylegajšcych do niej ziem, i że otrzymawszy stopień pułkownika, podlega pan zgromadzeniu ludzi zwanemu Kongresem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Z tego też powodu mam obowišzek zawezwać pana do jak najrychlejszego stawienia się przed generałem McLeanem i głównodowodzšcym oficerem królewskich okrętów, którzy oczekujš was na pokładzie Blonde", cumujšcej u wybrzeży Majabigwaduce, wraz z oddziałem służšcych pod pańskimi rozkazami ludzi.ROZDZIAŁ IWiatr był słaby i statki płynęły w górę rzeki ospale. Było ich dziesięć - pięć okrętów wojennych eskortujšcych pięć transportowców. Bardziej niż żałosna bryza, na północ niosła je fala przypływu. Deszcz przestał padać, lecz chmury nadal wisiały nisko nad ziemiš - szare i złowróżbne. Krople skapywały na pokłady miarowo i monotonnie z żagli i takielunku.Tłoczšcy się przy nadburciach marynarze widzieli niewiele; z uwagš wpatrywali się w brzegi rzeki, które rozchodzšc się, tworzyły rozlewisko. Pobliskie wzgórza były niskie i zielone od porastajšcych je drzew. Linię brzegowš znaczyły i przecinały liczne potoczki, cyple, zadrzewione wysepki i wšskie, kamieniste plaże. Tu i ówdzie w murze lasu pojawiały się wyrwy - małe polany, na których leżały cięte i spiłowane pniaki, a także przysadziste chatki z poletkami obsianymi kukurydzš. W niebo unosiły się słupy dymu i na pokładach okrętów poczęto zastanawiać się, czy aby ich szare kolumny nie sš pewnego rodzaju ostrzeżeniem, sygnałem zwiastujšcym przybycie flotylli. Marynarze nie widzieli wokół żywej duszy, prócz małego chłopca i starszego mężczyzny, siedzšcych w łódce i łowišcych ryby. Chłopiec, który nazywał się William Hutchings, pomachał dłoniš na powitanie, jego wuj za splunšł z obrzydzeniem do rzeki.- Przyszły diabły - powiedział.A diabły płynęły w ciszy. Stojšcy na pokładzie największego z okrętów wojennych, uzbrojonej w trzydzieci dwa działa fregaty Blonde", czart w niebieskim płaszczu i trójrożnym kapeluszu odjšł od oczu lunetę. Zmarszczył brwi, zadumanym wzrokiem przyglšdajšc się mrocznym, niemym lasom.- Jak na mój gust - rzekł - przypomina to Szkocję.- Prawda, przypomina - odparł z ostrożnš rezerwš jego towarzysz, odziany w czerwony kubrak diabeł. - Dostrzegam podobieństwo, w rzeczy samej.-Ale więcej tu drzew niż w Szkocji, prawda?- Znacznie więcej - odpowiedział zapytany mężczyzna.- Jak zachodnie wybrzeże Szkocji, zgodzisz się chyba?-Niewielejeróżni-przytaknšł drugi diabeł. Miał szećdziesišt dwa lata i był niskiej postury. Z jego ogorzałej, przyjaznej twarzy łypała para drobnych, błękitnych oczu. Od przeszło czterdziestu lat trudnił się wojaczkš, brał udział w dwudziestu krwawych bitwach, okupujšc swe dowiadczenie sztywnym, niemal całkowicie sparaliżowanym prawym ramieniem, oku-lałš nogš i pobłażliwociš dla grzesznego rodzaju ludzkiego. Nazywał się Francis McLean i był Szkotem. Był też generałem brygadierem, dowódcš 82. Królewskiego Regimentu Piechoty, gubernatorem Halifaksu, a od niedawna - wedle życzenia i rozkazu Jego Królewskiej Moci - również władcš wszystkich ziem, na które spoglšdał z rufowego pokładu Blonde".Okręt płynšł trzynasty dzień; tyle czasu minęło, odkšd flotylla wypłynęła z Halifaksu w Nowej Szkocji, i McLean poczuł w karku nieprzyjemne mrowienie, uwiadamiajšc sobie pechowš liczbę dni rejsu. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wydłużyć go do czternastu i pogršżony w zadumie, oparł dłonie na drewnianym relingu.Na wschodnim brzegu rzeki spoczywał spalony wrak. Niegdy był to statek zdolny przepłynšć ocean; teraz jego zwęglony kadłub zatapiała wznoszšca się fala przypływu, która niosła Blonde" w górę rzeki.- Zatem, jak daleko zostawilimy za sobš otwarte morze? -zapytał generał ubranego w niebieski płaszcz kapitana okrętu.- Dwadziecia szeć mil morskich - odpowiedział z werwš kapitan Andrew Barkley. - A tam - zawiesił głos, wskazujšc na sterburtę, ponad kotbelkš, z której zwisała jedna z kotwic - czeka na pana pański nowy dom.McLean wzišł z ršk kapitana lunetę i podparłszy jš sztywnym prawym ramieniem, spojrzał w okular. Przez moment powolny ruch statku nie pozwalał dostrzec konturów; przed oczami przemykały jak w kalejdoskopie szare, zachmurzone niebo, mroczna ciana lasu i ponure wody rzeki. Generał rozstawił szeroko nogi i uchwyciwszy równowagę, zobaczył w końcu miejsce, w którym rzeka Penobscot przechodziła w szerokie rozlewisko - zatokę Penobscot, wedle słów kapitana Barkleya. To właciwie morski loch - uznał w mylach McLean. Przestudiowawszy mapy Barkleya, wiedział, że ze wschodu na zachód rozlewisko ma osiem mil długoci, liczšc za z północy na południe - trzy. Na jego wschodnim skraju dostrzegł przystań -wejcie do niej znaczyły skały - nad północnym za brzegiem pięło się zaronięte gęsto drzewami wzgórze. Na południowym zboczu wzniesienia przycupnęła niewielka osada - ponad dwadziecia drewnianych domków i stodół stało pomiędzy skrawkami kukurydzianych pól, warzywnych ogródków i stosów pociętego na opał drewna. W przystani cumowały rybackie łódki oraz mały bryg, który McLean wzišł za statek handlowy.- A więc tak wyglšda Majabigwaduce - powiedział cicho.- Postawić marsżagle! - krzyknšł kapitan. - Ustawić się w dryf! Panie Fennel, proszę, z łaski swojej, wywołać pilota.- Aye aye, sir!Na pokładzie fregaty w jednej chwili zaroiło się od marynarzy.- Tak, to Majabigwaduce - odparł Barkley kpišcym tonem, jakby sama nazwa tego miejsca wzbudzała w nim miech.- Działo numer jeden! - zakrzyknšł porucznik Fennel. Na jego komendę do sterburty dopadła natychmiast grupka marynarzy.- Czy masz pojęcie, co oznacza słowo Majabigwaduce"? - spytał McLean kapitana.- Oznacza?- Czy ta nazwa co znaczy?- Nie mam pojęcia, bladego pojęcia - odparł pospiesznie Barkley, zdenerwowany pytaniem. - Teraz, panie Fennel!Załadowane samym prochem działo wystrzeliło; huk poni... [ Pobierz całość w formacie PDF ]