[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Lorna Farrell nigdy nie zapomni swego ostatniego spot­
kania z Mitchem Ellerym. Miała wtedy dziewiętnaście lat.
Teraz, po pięciu latach, na wspomnienie tamtych chwil
wciąż paliły ją policzki.
Wiedziała, że za chwilę stanie z nim twarzą w twarz.
Dyskretnie otarła zimny pot z czoła, próbując opanować
drżenie.
Nie po raz pierwszy w życiu była w tarapatach, ale tym
razem w pełni zasłużyła na kłopoty. Czuła się winna, i to
wywoływało w niej jeszcze większe przerażenie.
Spojrzała uważnie na młodą brunetkę, która stała obok
niej w windzie. Trzy lata młodsza Kendra Jackson nie miała
pojęcia, jakie męki przeżywała właśnie Lorna. Winda sunęła
bezszelestnie na dwudzieste piętro biura w San Antonio,
a Lorna wpatrywała się w śliczny profil Kendry. Serce wa­
liło jej w piersi, ale nie dawała nic po sobie poznać.
Kiedy Mitch Ellery dowie się, że Lorna ma tak bliskie
kontakty z jego przyrodnią siostrą, pewnie będzie chciał po­
rozmawiać z jej szefem, a może nawet z policją. Lorna stra­
ci dobrą pracę, której znalezienie nie było wcale takie łatwe,
10
SUSAN FOX
a okoliczności zwolnienia mogą bardzo utrudnić jej podjęcie
innego zajęcia.
Kendra Jackson była teraz narzeczoną jej szefa Johna
Owena. Ta młoda kobieta za wszelką cenę usiłowała zbli­
żyć się do Lorny, której szef zlecił wykonywanie drob­
nych poleceń Kendry. Kendrze wyraźnie zależało na tej
przyjaźni i Lorna nie wiedziała, jak ma się wyplątać
z niewygodnego układu.
Zakochana i szczęśliwa panna Jackson, zbyt naiwna,
żeby podejrzewać innych o sekrety, nie domyślała się, że
nieskazitelna panna Farrell jest w istocie jej przyrodnią
siostrą.
Właśnie dlatego Lornę trapiło poczucie winy. Wiedziała,
że Kendra jest jej siostrą, gdy po raz pierwszy usłyszała
0
niej pół roku temu w biurze. Kiedy trzy tygodnie później
Kendra wpadła tam w odwiedziny do narzeczonego, Lorna
była przerażona, ale i zafascynowana.
Przecież nie mogła powiedzieć siostrze, kim jest. Ich
matka nie chciała nawet słyszeć o swojej nieślubnej córce
i
nie tylko oznajmiła to otwarcie pięć lat temu, ale jeszcze
kazała swemu pasierbowi, Mitchowi Ellery'emu, odnaleźć
Lornę i powtórzyć jej to po raz dragi.
Choć Mitch starał się zachowywać taktownie, szorstkie
słowa i surowy wyraz twarzy sprawiły Lornie ogromną
przykrość.
Mitch Ellery nie przejmował się tym, że Lorna była rów­
nie zszokowana jak jej matka, gdy spotkały się w eleganc­
kiej restauracji w San Antonio, gdzie Doris Jackson Ellery
LABIRYNT UCZUĆ
11
jadła lunch właśnie z Mitchem i ojcem. Przyjaciółka, która
to wszystko zaaranżowała, zniknęła nagle i Lorna musiała
sama stawić czoło Mitchowi, który odwiedził ją tego samego
dnia po południu.
Była tak speszona jego nagłą wizytą w swojej kawalerce,
że musiała mu powiedzieć prawdę: to jej przyjaciółka w do­
brej wierze zaaranżowała owo niefortunne spotkanie.
Jego oczy pociemniały, gdy Lorna zaklinała się, że za
nic w świecie nie sprzeciwiłaby się woli matki, która jej
się przecież wyrzekła.
Wyjaśnienia i przeprosiny nie przekonały jednak Mitcha.
Choć na początku mówił cicho i spokojnie, potem z po­
gardą w głosie warknął, że nie wierzy w ani jedno słowo
Lorny. Mało tego, wątpi, by rzeczywiście była córką Doris.
Dał do zrozumienia, że uważają za osobę niezrównoważoną
czy wręcz cyniczną oszustkę, która próbuje wymusić pie­
niądze od zamożnych ludzi. Na koniec zagroził oddaniem
sprawy w ręce policji, na wypadek gdyby Lorna próbowała
znów się z nimi skontaktować.
Lorna była załamana. Nie dość, że własna matka wyparła
się jej, to jeszcze zarzucono jej oszustwo.
Tłumaczyła sobie, że Doris, obecnie czterdziestoletnia,
urodziła ją, mając zaledwie szesnaście lat. Przyjście na świat
nieślubnego dziecka i konieczność oddania go do adopcji
z pewnością trudno nazwać miłymi wspomnieniami. Kto
chciałby wracać do takich tragicznych przeżyć?
Choć Doris poślubiła ojca Kendry dwa lata po urodzeniu
pierwszej córki, a wiele lat później wyszła za znacznie star-
12
SUSAN FOX
szego od niej Jake'a Ellery'ego, na pewno obawiała się skan­
dalu. W dodatku Doris zataiła przeszłość przed najbliższymi
i klan Ellerych mógłby poczuć się dotknięty brakiem za­
ufania.
Rodzina ta, od wielu pokoleń nafciarze i ranczerzy, cie­
szyła się nieskazitelną reputacją. Kendra, młoda dama wy­
chowana według tradycyjnych zasad, była tego najlepszym
przykładem.
Lorna świetnie zdawała sobie sprawę ze znaczenia dobrej
reputacji. Zawsze starała się zachowywać nienagannie i do­
bre imię było dla niej najważniejsze.
Pewnie teraz straci nie tylko upragnioną pracę, lecz rów­
nież nieposzlakowaną opinię. Mitch Ellery nie doceni tego,
że zrobiła wszystko, żeby nie zranić uczuć Kendry.
Rozpozna ją w ciągu kilku sekund, a potem...
Nagle Kendra spojrzała na nią, Lorna szybko odwróciła
głowę. Winda zatrzymała się i obie kobiety wyszły na ko­
rytarz.
- Lorno, ty drżysz! - szepnęła Kendra, dotykając jej rę­
ki. - Co ci jest?
Lorna uśmiechnęła się blado.
- Po prostu nie jadłam lunchu.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? - Kendra była
szczerze zmartwiona. - Przecież mogłyśmy kupić coś po
drodze.
- Nie jestem głodna. - Lorna z wysiłkiem uśmiechnęła
się do przyrodniej siostry. - Ty też na pewno nie myślisz
o jedzeniu, kiedy masz na głowie ślub.
LABIRYNT UCZUĆ
13
Kendra tylko pokręciła głową.
- Ostatnio dużo pracowałaś - wyrzucała sobie - a ja
każę ci jeszcze ganiać ze mną po zakupy. Może powinnaś
wziąć parę dni urlopu. Zasłużyłaś na to.
Lornę wzruszyło to, że siostra tak się o nią martwi.
- Lubię pracować, to nie problem - powiedziała, uśmie­
chając się z przymusem. - Odpocznę podczas weekendu.
Ale teraz - zawahała się - muszę wracać do roboty. Twój
narzeczony przekazał mi rano stertę listów do napisania.
Zjem jabłko, które mam w biurku, i nie będę głodna.
Kendra zerknęła na nią i uśmiechnęła się.
- No, dobrze. Dziękuję ci za pomoc. Ale nie pracuj za dużo.
- Praca uszlachetnia - rzuciła Lorna, dotykając ramienia
siostry. To był gest, którym chciała podziękować jej za tro­
skę, ale być może także pożegnanie.
Gdyby zdołała wymyślić jakiś pretekst, żeby pójść na
drugie piętro biura, może udałoby się jej zapobiec nieszczęś­
ciu. A może powinna skontaktować się z panem Ellerym
prywatnie i powiedzieć mu, co się stało? Kto wie, czy nie
okazałby się wyrozumiały?
Dlaczego nie zrobiła tego wiele miesięcy temu? Czemu
pozwoliła, by sprawy wymknęły jej się z rąk?
Spojrzała przed siebie i w głębi biura dostrzegła bar­
czystą sylwetkę mężczyzny, który powoli podnosił się z sofy
stojącej naprzeciw jej biurka. Kendra także go zauważyła.
- Mitch! Już jesteś? Przepraszam, że musiałeś czekać.
Ruszyła w jego stronę, wyprzedzając Lornę, która od­
ruchowo zwolniła.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]