[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Kate Frank
Droga do raju
1
1
W ciepłym, wieczornym powietrzu unosił się intensywny
zapach wiosennych kwiatów. Na tarasie kilka par tańczyło w
migotającym świetle lampionów. Janet Barrett z melancholią
obserwowała tańczących.
Było to jedno ze zwykłych przyjęć na zakończenie
semestru w Berkeley, w Kalifornii. Wszystkim udzielało się
radosne podniecenie z powodu nadchodzących letnich
wakacji. Odgrzewano stare sympatie, a świeża miłość
puszczała dokoła pierwsze pąki.
Janet westchnęła i odrzuciła do tyłu jasne włosy.
Obracając w palcach na wpół opróżniony kieliszek z winem,
rozmyślała o własnej miłości, która po licznych wzlotach i
upadkach znalazła swój finał na krótko przed końcową sesją
egzaminacyjną.
Przeżyła z Dannym wiele pięknych chwil, jednak nie
było w nich nic z żaru i namiętności, które normalnie idą w
parze z prawdziwą miłością. Prawie przez dwa lata
lokomotywą ich związku był Danny, a Janet pełniła jedynie
mniej lub bardziej chętnie rolę wagonika.
Janet miała dwadzieścia dwa lata, a Danny był od niej o
rok starszy. Wolałaby jednak nieco dojrzalszego partnera.
Na tydzień przed sesją sytuacja wyraźnie się zaostrzyła.
2
Wspominał Janet o małżeństwie i o tym, że zamierza
namówić rodziców, by kupili im apartament w pobliżu
uniwersytetu; jednocześnie usilnie starał się zaciągnąć ją do
swojego łóżka.
Gdy mu odmówiła i zapytała, skąd mieliby brać
pieniądze na utrzymanie, Danny naobiecywał jej różnych
rzeczy, przyrzekając także w przyszłym roku pilnie studio-
wać. Na koniec przypomniał Janet, że przecież pochodzi z
całkiem dobrze sytuowanej rodziny.
Ostateczne rozstanie nastąpiło niespodziewanie wtedy,
gdy ponownie mówiąc o małżeństwie, Danny mimochodem
napomknął, że Janet oczywiście nie musiałaby kontynuować
studiów, skoro będzie pod jego opieką...
Na wspomnienie tego jeszcze teraz Janet zaciskała zęby
ze złości. Zliowu spojrzała na tańczące pod lampionami
pary.
Koniec końców była zadowolona z takiego rozwoju
rzeczy. Inaczej jeszcze dzisiaj U2:nawałaby za normalny ich
związek, który ostatnio przekształcił się w nudną rutynę.
Jednak wypowiedź Danny'ego dała jej asumpt do ostatecz-
nego zerwania. Pozostała także niewzruszona, gdy w ty-
dzień później próbował wszystko naprawić.
— Słyszałem, że stałaś się odludkiem — usłyszała głos
za sobą.
Odwróciła się prędko. Stał przed nią Christopher Blake.
Janet starała się pod śmiechem ukryć przestrach.

Chciałam tylko pobyć przez chwilę sama i
porozmyślać.

Gdybym wiedział o czym, mógłbym coś dorzucić —
mruknął Christopher. Usiadł na ławce obok Janet i jedną
rękę położył na oparciu. — Czyżbyś już może żałowała
rozstania z Dannym?
3
Danny nie miał szans na zdanie egzaminów z kilku
przedmiotów. Nie mogło to być zaskoczeniem, w końcu
przez cały rok więcej świętował, niż czytał książki i uczył
się.
— Nie, przeciwnie. Doszłam do wniosku, że dobrze
zrobiłam.
Christopher westchnął i musnął wąsy. — Miłość to taka
dziwna sprawa. Czasem zadaję sobie pytanie, czy człowiek
w ogóle może się na czymś oprzeć, czy też wszystko i tak
układa się inaczej, niż sobie założył.
Janet popatrzyła z boku na Christophera, a potem
podążyła za jego wzrokiem. W łagodnym świetle ko-
lorowych lampionów spostrzegła rudą dziewczynę w zie-
lonym kombinezonie z satyny. Była to Nina Jansen,
dziewczyna Christophera. Tańczyła mocno objęta z part-
nerem.

Zazdrość i miłość idą w parze — skonstatowała
Janet.

Właściwie wcale nie jestem zazdrosny — stwierdził
Christopher. — Raczej rozczarowany. Odkąd jesteśmy
zaręczeni, ważniejsze dla niej jest być w centrum zaintere-
sowania każdego przyjęcia, niż spędzić pięć minut sam na
sam ze mną.
— Ale przecież tak było zawsze...
— W ostatnim czasie jednak posuwa się zdecydowanie
za daleko — skarżył się. Zapalił sobie papierosa i zaciąg
nął się mocno. — W każdym razie jedno jest pewne, nie
będzie ze mną robiła tego, co się jej żywnie podoba. Jestem
gotów pójść na ustępstwa, ale nie pozwolę sobie na to,
żeby ktoś mi chodził po głowie.
O ile Janet było wiadomo, Christopher i Nina planowali
podróż na jedną z tahitanskich wysp, Caronille, która w
większej części należała do starszego brata Christophera.
Urządził tam raj dla urlopowiczów z wysokimi wymaga-
niami. Z tego co Janet słyszała, chcieli tam wziąć ślub. Po
zawarciu małżeństwa Christopher miał trzymać przypa-
dającą mu połowę olbrzymiego majątku, który zostawił
ojciec.
4
— Są tacy ludzie, którzy chcą i innych dopuścić do
udziału w swoim szczęściu. Może Nina nigdy jeszcze nie
była taka szczęśliwa jak... — Janet zawahała się. Ponieważ
Christopher nie zareagował, mówiła dalej: — Gdybym to
ja znajdowała się na krótko przed wyjazdem na Tahiti, by
tam wziąć ślub, to też prawdopodobnie byłabym roz-
gorączkowana.
Christopher pokręcił powoli gową. — Gdyby to
wszystko było takie proste, to byłoby pół biedy... — zrobił
grymas. — Ale w Caronille muszę stawić czoło mojemu
bratu Conradowi, od którego zależy, czy dostanę moją część
spadku, czy nie.
— Ale dlaczego cię to martwi?

No cóż — Christopher zaciągnął się znowu papie-
rosem — on nigdy nie miał o mnie najlepszego zdania.
Uważa wręcz, że jestem nieodpowiedzialny. Domyślam się,
że to on przekonał ojca, że moją część spadku powinienem
dostać dopiero wtedy, gdy się ożenię i będę mógł wykazać
się pewnymi sukcesami zawodowymi.

Mógłbyś chyba sprostać tym wymaganiom — po-
wiedziała Janet — czy też obawiasz się, że Nina może mu
się nie spodobać?

On nic o niej nie wie — odparł Christopher spokoj-
nie. — Nie wtajemniczałem Conrada w moje życie osobiste,
ale oczywiście nigdy nie zrywałem z nim kontaktu. Opowia-
dam mu też o wszystkim, co dotyczy mojej drogi zawodo-
wej, natomiast moje życie prywatne było dotychczas tabu.

Nie wiem, co mógłby mieć przeciw Ninie. Ona jest
akurat takim typem, który od razu zyskuje ogromną sym-
patię... — Janet zawahała się na moment, słysząc, jak Chris-
topher nabiera głęboko powietrza. — A co się tyczy sukcesu
zawodowego, to brat powinien być zachwycony twoimi
osiągnięciami. Przecież udało ci się pomyślnie skończyć
studia, prowadząc jednocześnie dobrze prosperujący butik.
5
[ Pobierz całość w formacie PDF ]