[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Autor: ESTHER M. FRIESNERTytul: w krainie smok�w(In the Realm of Dragons)Z "NF" 9/99W autobusie z Filadelfii do Nowego Jorku by�o gor�co jak w piekle. Klimatyzacja zepsu�a si� trzydzie�ci mil za miastem. Nie najlepsza sytuacja w taki dzie� pod koniec wrze�nia, kt�ry przypomina� raczej �rodek lipca. Ryan Lundberg siedzia� oklapni�ty w fotelu, nie marnuj�c energii nawet na milcz�ce przeklinanie rozpalonego powietrza czy smrodu uryny z male�kiej autobusowej ubikacji. Mia� zadanie do wykonania, musia� oszcz�dza� si�y. Przymkn�� oczy, powieki opad�y pod ci�arem �usek.Ma�y gliniany smok w jego d�oni parzy� i pulsowa� gor�cem. Przycisn�� go do serca i kaza� mu ostygn��, le�e� spokojnie. Wystarczy czasu na ogie�, kiedy odnajd� morderc�w wujka Grahama. Wtedy b�dzie mn�stwo czasu na ogie�. Zadrzema�, uko�ysany wizjami p�omieni. G�owa mu opad�a i nawet si� nie zdziwi�, �e poczu� uk�ucie kolczastych wyrostk�w, kiedy podbr�dek dotkn�� klatki piersiowej.Nie zabra� smoka ze sob� do autobusu - wiedzia� o tym r�wnie dobrze, jak wiedzia�, �e nazywa si� Ryan - a jednak smok by� tutaj. Tutaj. Nie tam, gdzie w�asnor�cznie go schowa�, bezpiecznie ukryty w g�rnej szufladzie w szkole, strzeg�cy fotografii, kondom�w i osieroconych po praniu skarpetek, kt�rych nigdy nie pofatygowa� si� wyrzuci�. Znalaz� go w rzekomo pustej kieszeni, kiedy autobus ruszy� z przystanku przy wje�dzie na autostrad�. Nie pr�bowa� zrozumie�, sk�d si� tam wzi��; takie my�li prowadzi�y do szale�stwa."Ja tylko rysuj� zamki", mawia� wujek Graham. "Ludzie, kt�rzy mnie pytaj�, kiedy mog� si� tam wprowadzi� i czy czynsz obejmuje jednoro�ce, to oni maj� problemy". I parska� �miechem."Problemy..." Echo dawno wym�wionych s��w zamar�o w otch�ani za powiekami Ryana. Tak, wujku Grahamie, teraz wielu z nas ma problemy. Rozprostowa� d�onie i poczu�, jak szpony ��obi� g��bokie bruzdy w tanich plastykowych pod�okietnikach. Ob��d nie jest tym, co widzisz, lecz tym, co przyznajesz, �e widzisz. Litania, kt�r� u�o�y�, �eby zachowa� jak�� cz�stk� samokontroli, rozgrza�a mu umys�. Szale�stwo to przymus wyja�nie�. Smok, kt�ry nagle, materialnie zjawi� si� tutaj, chocia� wiem, �e go nie zabra�em... Niech sobie b�dzie. A to, co zamyka si� wok� mnie... prosz� bardzo, niech po mnie przyjdzie. Trzeba tylko zaakceptowa� te zjawy i nikt nie musi pyta�, czy zaliczam sie do zdrowych na umy�le.Nie wystarczy zaakceptowa�, sykn�� cienki, ostry g�os w jego g�owie. Je�li pragniesz nagrody, kt�r� ci obieca�em, wiesz, �e musisz zrobi� wi�cej.Nagrody?, powt�rzy� Ryan, marnuj�c ironi� na echo we w�asnej czaszce. Ca�ego �wiata!Klucz do mieszkania wujka Grahama r�wnie� spoczywa� w jego kieszeni, ale przynajmniej Ryan wiedzia�, �e magia nie mia�a z tym nic wsp�lnego. Sam go zabra�, ukrad� go z toaletki mamy wczoraj w nocy, kiedy tata i mama ju� zasn�li, kiedy obudzi� si� z tego snu. Klucz przys�ano razem z cia�em wujka Grahama, w ma�ej kopercie powierzonej kierownikowi zak�adu pogrzebowego przez gospodyni� wujka. Do klucza do��czono uprzejmy li�cik z pro�b�, �eby matka Ryana jak najszybciej przyjecha�a do Nowego Jorku i kaza�a usun�� rzeczy wujka Grahama. W�a�nie tego s�owa u�y�a gospodyni: usun��. Kiedy Ryan je przeczyta�, wyobrazi� sobie g�odn� dziur� we wszech�wiecie, po�eraj�c� nawet wspomnienie �ycia, kt�re by�o niegdy� - szczerze m�wi�c - k�opotliwe i �enuj�ce dla tak wielu, nawet dla tych, kt�rzy powinni je kocha�.Ryan opar� g�ow� o okno i poczu�, jak warstewka potu tworzy si� pomi�dzy sk�r� a szk�em. Czarny ch�opak na fotelu przed nim przegra� kolejn� bitw� z uchwytem okna i skl�� go z elokwencj�, kt�r� jeden z siwow�osych czarodziej�w wujka Grahama m�g� zazdro�nie podziwia�, ukra��, ale nigdy nie ulepszy�. Ryan westchn��, gor�cy wydech powietrza tylko zwi�kszy� duchot� panuj�c� w autobusie.Nie wiedzia�, �e podst�p oka�e si� taki wyczerpuj�cy. Rodzice nie mieli poj�cia, dok�d pojecha� i co zamierza� zrobi�. My�leli, �e wr�ci� do college'u. Dzie� po pogrzebie wujka Grahama, po powrocie do domu w Clayborn, ojciec Ryana wsadzi� go do autobusu praktycznie o �wicie. Kiedy autobus dojecha� do Filadelfii, Ryan zosta� w mie�cie tylko tak d�ugo, �eby zabra� par� rzeczy z akademika i zadzwoni� do rodzic�w z wiadomo�ci�, �e dojecha� bezpiecznie. Potem poszed� prosto na dworzec i wsiad� w pierwszy autobus do Nowego Jorku.Co by powiedzieli, gdyby wiedzieli? Mama pewnie dosta�aby spazm�w, a tato... Tato znowu spojrza�by na niego w ten spos�b. Dlaczego wujek Graham tyle dla ciebie znaczy? On ju� nie �yje, szcz�liwie nie �yje, ale ty... dlaczego, Ryan? Dlaczego tak si� przejmujesz? Chyba nie jeste�...?I pytanie zamar�oby nawet w my�lach, zwarzone przez lodowaty strach, jaki Ryan widzia� w oczach ojca, strach, �e jedyny syn udzieli odpowiedzi, jakiej ojciec nie m�g�by znie��.Nie, tato, powiedzia� Ryan do widmowej twarzy ojca, coraz bardziej senny od upa�u. Nie b�j si�, nie jestem taki jak on. Pami�tasz w zesz�ym roku, kiedy stary Pitt zjawi� si� na naszym ganku, w�ciek�y jak diabli, i wrzeszcza� na ciebie, �eby� trzyma� mnie z daleka od jego c�rki? Bo�e, chyba niczym innym tak ci� nie ucieszy�em, nawet stypendium. Sama aluzja, �e tw�j syn r�nie jak�� dziewczyn�, wszystko jedno jak�...! Przesun�� ramiona po szorstkim obiciu fotela. Wi�c ju� ci nie przeszkadza, �e przejmuj� si� wujkiem Grahamem? Je�li nie jestem gejem, mog� teraz bezpiecznie go kocha�, odk�d umar�?W ko�ysce jego d�oni ma�y gliniany smok wyci�gn�� �ap� i wbi� w cia�o szpony ze snu.Wi�c ty jeste� Ryan. Graham opowiedzia� mi wszystko o tobie.Smuk�y, ciemny i egzotyczny, zaledwie w rozkwicie dwudziestu lat, kochanek wujka Grahama wyci�gn�� d�o�, kt�ra zamkn�a si� wok� ma�ego glinianego smoka i obj�a go przezroczystym cia�em, ju� dawno oddanym ziemi. Przez mleczn� zas�on� tych widmowych palc�w Ryan wci�� widzia� smoka, otoczonego zawieruch� gwiazdkowego �niegu.Ryan wklepa� ostatni� gar�� �niegu w bok smoka i wyg�adzi� ca�o��, umocowa� strz�piaste li�cie ostrokrzewu jako z�by, grona jasnoczerwonych jag�d zamiast oczu. D�onie mia� mokre i zmarzni�te, nawet pomimo r�kawiczek. Mama sta�a na ganku, ciasno otulona swetrem, wo�a�a go do domu. Wujek Graham sta� obok niej i �mia� si� z dzie�a swojego jedenastoletniego siostrze�ca.Wiesz, dzieciaki zwykle lepi� ba�wany.Ryan wzruszy� ramionami. Lubi� smoki.Wujek Graham obj�� Ryana za ramiona. Uwa�aj, ma�y. Je�li jeste� w tym dobry, b�dziesz musia� wyjecha� z miasta.Ryan wyszczerzy� z�by. Jedenastolatek, kt�remu dopiero za�wita�a mo�liwo��, �e b�dzie chcia� prze�y� swoje �ycie gdzie indziej poza Clayborn.Bo�e Narodzenie w Clayborn. Bo�e Narodzenie w miejscu, gdzie nadal istnia�y naro�ne drugstory z prawdziwymi, dzia�aj�cymi saturatorami, i wielkie jesienne ogniska na brzegu jeziora, i wiece polityczne, i ko�cielne kiermasze ciast, gdzie wszyscy wiedzieli, jak smakuj� pierniczki ka�dej gospodyni, zanim jeszcze ich skosztowali. Nadal istnia�y tutaj szkolne sympatie i specjalne obszary ciep�ej, s�odkiej, prywatnej ciemno�ci na cienistych alejkach w�r�d sad�w i faluj�cych pensylwa�skich p�l, gdzie ch�opak m�g� zabra� swoj� dziewczyn� i sprawdzi�, na co ona mu pozwoli.I tam w�a�nie wujek Graham przywi�z� swojego nowojorskiego kochanka. Nawet gdyby ludzie nie wiedzieli, Bill przyci�ga�by spojrzenia. W gwiazdkowy poranek, podczas rozpakowywania prezent�w, siedzia� tu� obok wujka Grahama, opieraj�c brod� na jego ramieniu, i cichutko wydawa� stosowne ochy i achy zachwytu oraz udawanej zazdro�ci przy ka�dym podarku, kt�ry ujrza� �wiat�o dzienne.Ryan patrzy� zafascynowany. Cokolwiek mama opowiada�a o stylu �ycia wujka Grahama, rzeczywisto�� by�a niesko�czenie dziwniejsza. Tak jak wujek Graham i Bill siedzia� na pod�odze i doznawa� wra�enia, �e przez spl�tan� g�stwin� d�ungli podgl�da dziwaczne stwory, jakich nigdy jeszcze nie widzia� �aden cywilizowany cz�owiek. Od niskiego �miechu Billa niesamowite dreszcze chodzi�y mu po kr�gos�upie. W my�lach wydmucha� szklany klosz nad kochankiem wujka Grahama, nakry� go i trzyma� w bezpiecznym zamkni�ciu dla obserwacji.Na dworze le�a� �nieg pokryty lodow� skorup�, maluj�c b��kitnym cieniem ka�d� wkl�s�o�� sennej krainy. Odbija� jaskrawy blask s�o�ca brutaln� nawa�� o�lepiaj�cej bieli. Ryan siedzia� u st�p ojca i podnosz�c wzrok, widzia� tward� lini� szcz�ki, oczy wbite w wujka Grahama i Billa. Tego ranka r�ce ojca cz�sto spoczywa�y na ramionach Ryana - cz�ciej ni� powinny, je�li "powinny" znaczy "zwyk�y". S�o�ce burzy�o mur ciemno�ci wzniesiony przez cie� skrzyde�, kt�re ojciec Ryana wywo�a� z pustki i rozpostar� nad synem. "To moje; nie dotkniesz go" wisia�o w powietrzu niczym mury fortecy, kt�r� ojciec Ryana zbudowa�, uzbroi� i patrolowa� od tamtej chwili a� do dnia, kiedy wujek Graham z kochankiem wyjechali do miasta.Ojciec Ryana nie by� niewidzialny, a wujek Graham nie by� �lepy.Przez reszt� zimy nie otrzymywali �adnych list�w od wujka Grahama, �adnych telefon�w, �adnych wiadomo�ci, jakby Nowy Jork naprawd� by� kr�lestwem w chmurach, pe�nym cudownych rozrywek i rozkoszy tak s�odkich, �e mieszkaj�cy tam szcz�liwcy ca�kiem tracili rachub� czasu, jak uwa�ano na ziemi. Nikt nic nie m�wi�, nawet kiedy urodziny Ryana nadesz�y i min�y bez kartki od wujka Grahama, bez jednego s�owa.A p�niej, pod koniec listopada, telefon zabrz�cza� przera�liwie. Ryan odebra�.- Halo?- Chessie? - G�os by� z�amany, p�kni�ty, i przez te p�kni�cia wyszlocha� przezwisko, kt�rym wujek Graham zawsze nazywa� swoj� ukochan� siostr�.- Wujek Graham? - Policzki Ryana p�on�y. Przechodzi� mutacj�. Odczuwa� bolesne upokorzenie za ka�dym razem, kiedy kto� pomyli� go z matk� przez telefon. - To ja, Ryan.- Na lito�� bosk�, Ryan, zawo�aj mam�! - wykrztusi� wujek Graham przez �zy, oddech wyrywa� mu si� z piersi jak strz�py d�wi�ku.- Co si� sta�o?- Zawo�aj j�. Prosz�.Wi�c Ryan zrobi�, co mu kazano, i kiedy ju� matka sko�czy�a wyra�a� zdumienie, �e brat odezwa� si� po tak d�ugim czasie, nadesz�o gorsze. "Co u ciebie s�ycha�?" nag... [ Pobierz całość w formacie PDF ]